Zaby - Mo Yan.pdf

(2014 KB) Pobierz
Mo Yan
ŻABY
Przełożyła Małgorzata Religa
Tytuł oryginału:
Copyright © 2009, Mo Yan
All rights reserved
Copyright © for the Polish edition by Grupa Wydawnicza Foksal, MMXIV
Copyright © for the Polish translation by Grupa Wydawnicza Foksal, MMXIV
Wydanie I
Warszawa
Część pierwsza
Szanowny Panie Sugitani Yoshito,
Od naszego rozstania minęło już kilka miesięcy, ale wciąż pamiętam czas spędzony
wspólnie w moich rodzinnych stronach. Nie zważając na własne zdrowie i wiek,
zechciał Pan przyjechać do obcego kraju, do naszej zacofanej dziury, żeby
porozmawiać ze mną i moimi krajanami, miłośnikami literatury. Jesteśmy tym
niezwykle wzruszeni. Przed południem drugiego dnia nowego roku księżycowego
wygłosił Pan dla nas długi referat zatytułowany „Literatura i życie”. Został już spisany
z nagrania i jeśli zechce się Pan łaskawie zgodzić, chcielibyśmy go wydrukować w
naszym lokalnym wydawnictwie Powiatowego Stowarzyszenia Literatury i Sztuki „Głos
Żab”. W ten sposób ci, którzy nie mogli wysłuchać Pańskiego wykładu, będą mieli
możliwość zapoznania się z Pańskim mistrzowskim językiem i czegoś się nauczyć.
Przed południem pierwszego dnia nowego roku towarzyszyłem Panu w odwiedzinach
u mojej ciotki, od pięćdziesięciu lat pracującej jako położna. Chociaż przez szybkość jej
mowy i przez jej lokalny akcent nie zrozumiał Pan wszystkiego, co mówiła, jestem
pewien, że zrobiła na Panu wielkie wrażenie. W czasie wykładu, przedstawiając swoje
poglądy na literaturę, wielokrotnie przywoływał Pan jej postać. Mówił Pan, że oczyma
wyobraźni widzi obrazy wiejskiej położnej: jak pędzi na rowerze przez zamarzniętą
rzekę, mocno naciskając na pedały, z apteczką na plecach i parasolką w ręku; jak
zmaga się ze stadami żab; jak jedną ręką obejmuje niemowlę, ma zakrwawione rękawy
i głośno się śmieje; albo widzi ją Pan przygnębioną, z papierosem w ustach i niedbale
ubraną. Mówił Pan, że te obrazy czasami zlewają się w jeden, a czasem rozdzielają,
jak seria rzeźb tej samej osoby. Zachęcał Pan miłośników literatury w naszym powiecie,
aby obrali sobie moją ciotkę za bohaterkę i napisali o niej jakiś utwór: powieść, wiersz
albo sztukę. Mistrzu, wielu ludzi, w których pobudził Pan natchnienie, wzięło się już do
tego tematu. Jeden z moich przyjaciół pisarzy napisał powieść, której bohaterką jest
wiejska ginekolożka. Nie chcę wchodzić mu w drogę, więc chociaż w sprawach mojej
ciotki orientuję się dużo lepiej niż on, zgodziłem się na jego książkę.
Mistrzu, chciałbym napisać sztukę na kanwie losów mojej ciotki. Drugiego dnia
wieczorem, kiedy rozmawialiśmy, siedząc na moim kangu[1], Pańska błyskotliwa i
niebanalna analiza i uznanie dla Sartre’a jako dramatopisarza były dla mnie
prawdziwą podnietą. Chcę pisać, chcę napisać sztukę równie znakomitą jak Muchy czy
Brudne ręce; uczynić wszystko, by zbliżyć się do tego wielkiego twórcy. Przestrzegam
Pańskich wskazówek: nie śpieszyć się, pracować powoli, być cierpliwym jak żaba
przycupnięta na liściu lotosu w oczekiwaniu na owada, a gdy wszystko dobrze się
obmyśli, być szybkim jak żaba jednym skokiem chwytająca o arę.
[1] Kang to rodzaj pieca popularny w Chinach północnych, utrzymujący
ciepło w pomieszczeniu i służący także jako mebel do siedzenia i spania.
Zanim odwiozłem Pana na lotnisko w Qingdao, poprosił mnie Pan, abym w liście
przedstawił Panu historię mojej ciotki. Chociaż jej życie jeszcze się nie skończyło, już
można je opisać niemal w formie epopei. W jej życiu rozegrało się tak wiele zdarzeń, że
nie wiem, jak długi byłby ten list. Proszę więc, by zechciał Pan mi wybaczyć i zgodził
się na to, że napiszę tyle, ile zdołam, po czym zakończę. W epoce komputerów pisanie
piórem na papierze jest już luksusem, choć oczywiście jest też przyjemnością. Mam
nadzieję, że czytając mój list, Pan także odczuje tę archaiczną przyjemność.
A przy okazji wspomnę jeszcze Panu, że dwudziestego piątego pierwszego miesiąca
stara śliwa na naszym podwórku, którą przez jej niezwykły kształt nazwał Pan
„młodym uczonym”, zakwitła na czerwono. Mnóstwo ludzi przyszło ją podziwiać,
ciotka też. Ojciec powiedział, że tego dnia spadł puszysty śnieg pachnący kwiatami i
jego woń oczyściła ludzkie umysły.
Pański uczeń, Kijanka
Pekin, 21 marca 2002
Zgłoś jeśli naruszono regulamin