Maski.pdf

(928 KB) Pobierz
KASIA SZEWCZYK & JACEK SKOWROŃSKI
POD KRZYŻEM ŚWIĘTEGO ANDRZEJA
ze zbioru
MASKI
Oficyna wydawnicza RW2010 Poznań 2013
Redakcja Joanna Ślużyńska
Korekta Natalia Szczepkowska
Redakcja techniczna zespół RW2010
Copyright © Kasia Szewczyk i Jacek Skowroński 2013
Okładka Copyright © Mateo 2013
Copyright © for the Polish edition by RW2010, 2013
e-wydanie I
ISBN 978-83-7949-018-9
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie całości albo fragmentu – z wyjątkiem
cytatów w artykułach i recenzjach – możliwe jest tylko za zgodą wydawcy.
Aby powstała ta książka, nie wycięto ani jednego drzewa.
Oficyna wydawnicza RW2010
Dział handlowy:
marketing@rw2010.pl
Zapraszamy do naszego serwisu:
www.rw2010.pl
Kup książkę
Kasia Szewczyk i Jacek Skowroński: MASKI
R W 2 0 1 0
Pod krzyżem świętego Andrzeja
Pod krzyżem świętego Andrzeja
S
tary, rozklekotany Ikarus zatrzymał się przed krzyżem świętego Andrzeja.
− Panie kierowco, chcę wysiąść! – krzyknął facet siedzący na samym końcu.
− Tu nie ma przystanku.
Autokar dawno powinien był ruszyć, jednak wlókł się tylko, powoli, pomalutku
mijając koślawy znak. Zatrzymał się na środku torów, silnik zgasł. Pasażerowie
zaczęli wymieniać szepty.
− Otwórz pan drzwi!
− Tu nie ma przystanku.
− Tu nie ma przystanku – szeptali podróżni.
− Nie! – wrzasnął.
Choć tak bardzo się starał, choć obiecywał sobie, że tego nie zrobi, zerknął za
okno. Tory wiły się jak węże, zdawały się falować i wybrzuszać. Maleńki punkcik na
horyzoncie zaczął się przybliżać.
− To on, ludzie, uciekajcie, to on! – Chłopak upuścił plecak na ziemię, rzucił się
do drzwi.
Były zamknięte.
Mógł zamknąć oczy lub patrzeć przez szybę. I tak widziałby to samo. Niebo
pociemniało, kształt na horyzoncie zbliżał się z niepokojącą prędkością. Całkiem
zaszło słońce, za nadchodzącym kształtem kroczyła czerń.
Tłukł łokciem w szybę, jednak ta nie ustępowała.
− Otwórz! Wypuść, ja...
Znał ten kształt. Oglądał go milion razy. W snach, na jawie, siedząc w szkolnej
ławce i przez sen, i kiedy kochał się z żoną...
− Wypuść mnie! Po mnie idzie, po mnie!
Wierzgnął nogami i usiadł na łóżku. Pościel była mokra od potu.
3
Kup książkę
Kasia Szewczyk i Jacek Skowroński: MASKI
R W 2 0 1 0
Pod krzyżem świętego Andrzeja
***
U
lica świeciła pustkami. Dochodziło południe, lipcowe słońce prażyło, a
poniemieckie kamieniczki rzucały cień tylko na skrawek krzywego chodnika. Drzwi
jednej z klatek otworzyły się z łoskotem, drobna dziewczyna wybiegła na ulicę.
− Paweł! – krzyknęła, biegnąc przez pustą jezdnię. Wielkim susem przeskoczyła
trawnik, o mały włos się nie przewróciła. Od chłopaka w czarnym swetrze dzieliło ją
kilkanaście metrów; najwyraźniej nie usłyszał.
− Paweł! – zawołała jeszcze raz, głośniej, ile sił w płucach. Nie panowała nad
uśmiechem, promieniała cała, choć oddech się urywał, a w boku łapała kolka.
Wysoki, dobrze zbudowany chłopak przystanął, zdjął słuchawki z głowy i
rozejrzał się zdezorientowany.
Wpadła na niego z impetem, gdy zaczął się odwracać.
− Wypatrzyłam cię... z kuchni... − wysapała, nie mogąc złapać tchu. – O Boże...
przepraszam. Pomyliłam pana z kimś.
Zmieszana cofnęła się o krok, ściskając w dłoniach zatłuszczony pakunek.
Słodki zapach sprawił, że chłopak przełknął ślinę.
− Nic nie szkodzi, bardzo lubię... – śmiało popatrzył w zielone oczy – pączki.
− Zobaczyłam z kuchni... – W oczach stanęły jej łzy. – Przepraszam... Pan jest
taki podobny...
− Też mam na imię Paweł. – Nie spuszczał z niej wzroku, dziwnie zadrgały mu
kąciki ust. – Pewnie dawno się nie widzieliście?
− Trzy lata – odpowiedziała i wyraźnie chciała się odwrócić.
− Proszę zaczekać! Może powie mi pani, jak znaleźć ulicę Franciszkańską?
− To... − Potarła nos, jakby usiłowała zetrzeć z niego piegi. − To trochę
skomplikowane.
− Zaprowadziłaby mnie pani? Jestem tu pierwszy raz.
4
Kup książkę
Kasia Szewczyk i Jacek Skowroński: MASKI
R W 2 0 1 0
Pod krzyżem świętego Andrzeja
− Nie, nie mogę. Zostawiłam gary na ogniu, muszę wracać. – Zawahała się. –
Proszę iść cały czas prosto do krzyżówki, potem pan kogoś spyta.
− Szkoda... − Zrobił grymas udawanej rozpaczy. – Muszę kogoś odwiedzić, ale
po południu może... – zająknął się, widząc wyraz jej twarzy. – Nie miałem na myśli
nic złego.
Odwróciła się na pięcie, zrobiła kilka kroków i niespodziewanie zerknęła za
siebie.
− Jest taki nieduży bar „U Rafała”, znajdzie pan. Zresztą nie, nie mogę...
Przepraszam.
− Będę czekał. A te pączki...
Rzuciła w jego stronę tłusty pakunek, złapał go, wykonując niezdarny ruch.
Roześmiała się na widok jego zdziwionej miny, pomachała jeszcze i pobiegła w
stronę domu.
Odrapana klatka schodowa, szare drzwi. Weszła do kuchni, zbliżyła się do okna.
Uśmiech znikł z jej twarzy. Przez firankę obserwowała, jak chłopak przykucnął, żeby
zawiązać sznurowadło. Przekręcił głowę, zerkając w jej stronę. Prosta czynność
zajęła mu znacznie więcej czasu niż zwykle. Czy to mogło coś oznaczać? Jest taki
podobny, pomyślała, ma nawet ten sam uśmiech, trochę cyniczny, a trochę
zawadiacki... Zdążyła mu się dokładnie przyjrzeć. Kiedy mówił, zdarzało mu się
odwracać wzrok, jakby nie był pewien własnych słów. Albo jakby kłamał. I
zauważyła coś jeszcze. Nosił zwyczajne płócienne pantofle bez sznurowadeł.
Spojrzała na miskę pełną surowego ciasta na pączki.
Włączyła radio.
Niech mówią, że to nie jest miłość...
− O nie, tylko nie to. – Błyskawicznym ruchem zmieniła stację.
Gdy ciebie zabraknie... Niebo rozstąpi się, w nicości trwam.
− Tak, dobij mnie, kurwa!
5
Kup książkę
Zgłoś jeśli naruszono regulamin