JA 04 Cichym A5.pdf

(1317 KB) Pobierz
Joe Alex
(Maciej Słomczyński)
Cichym ścigałam go lotem
Wydanie polskie 1962
Spis treści:
CZĘŚĆ PIERWSZA czyli EPILOG...............................................................................................................................4
CZĘŚĆ DRUGA...........................................................................................................................................................19
Rozdział pierwszy . w którym mężczyźni sądzą, że kobiety śpią............................................................................19
Rozdział drugi. „...tam będzie tylko pustka i cisza...”.............................................................................................26
CZĘŚĆ TRZECIA........................................................................................................................................................37
Rozdział trzeci. „... Umarł, to się zdarza każdemu...”.............................................................................................37
Rozdział czwarty. „Pośrodku gabloty, pomiędzy dwiema ogromnymi ćmami...”..................................................49
Rozdział piąty. „Mam już wszystkie raporty...”......................................................................................................65
Rozdział szósty. Spostrzeżenia panny Agnes White...............................................................................................81
Rozdział siódmy. „Zanim porozmawiamy z tą rodziną...”......................................................................................98
Rozdział ósmy. Przerażony młody człowiek.........................................................................................................106
Rozdział dziewiąty. Pan Cyril Bedford.................................................................................................................119
Rozdział dziesiąty. „Odciski palców na gablotce i na fotografii należą do...”......................................................132
Rozdział jedenasty. Ćma trupia główka.................................................................................................................144
-2-
NERYNIA
Nad wodami i lądem, jak żagiel skrzydlaty,
Bezszelestnym i cichym ścigałam go lotem,
Wreszcie tu go dopadłam, skrytego mordercę.
I roześmiały się do mnie opary krwi ludzkiej.
AISCHYLOS
EUMENIDY
-3-
CZĘŚĆ PIERWSZA czyli EPILOG.
Umieszczony na początku niniejszej książki, a nie na jej końcu
po to, aby wyjaśnić Czytelnikowi, czemu Joe Alex, który do tej
pory nie znosił życia na wsi, kupił sobie najniespodziewaniej w
świecie domek z ogródkiem i zaprosił tam na weekend troje
swych najlepszych przyjaciół: Karolinę Beacon oraz Beniamina
Parkera wraz z żoną.
Zrobił tak, gdyż:
po pierwsze - wiedział, że opowieść jego musi ciągnąć się
właśnie w tych warunkach: na tarasie, po zachodzie słońca,
pośród lasów i ogrodów, kiedy usypiają zwierzęta dnia, a budzą
się nietoperze i ćmy - tysiące bezszelestnych, włochatych motyli,
które żyją wśród nocy, a zawsze kierują się ku światłu. Jedno z
tych pięknych, nieszkodliwych stworzeń przyrodnicy nazywają
Atropos L., ale cała reszta ludzkości zna je wyłącznie pod nazwą
Zmora Trupia Główka. Otóż Zmora Trupia Główka,
zawdzięczająca swoje imię wizerunkowi trupiej głowy, który
natura umieściła na jej włochatym grzbiecie, grała wielką rolę w
opowiadaniu Alexa.
Po drugie - Alex wiedział, że opowiadanie to czeka go w
najbliższym czasie. Miesiąc minął od dnia morderstwa, zeszło ono
już z łamów prasy i zaczęło zacierać się w pamięci ludzkiej, a
zarówno panna Karolina Beacon, jak i pani Rosemary Parker
nalegały nieustannie, aby wtajemniczono je we wszystkie
szczegóły tej zdumiewającej sprawy. Tak więc jeśli chciał kupić
domek z ogródkiem, lepiej było to zrobić teraz niż później.
Trzeci powód, który skłonił, go do kupna domku, został podany
pannie Karolinie Beacon na tydzień przed dniem, kiedy Alex
odczytał przyjaciołom swoją opowieść. Cofnijmy się do tej chwili.
-4-
Karolina Beacon i Joe Alex siedzieli naprzeciw siebie przy
stoliku w restauracji mieszczącej się w dużym sztucznym
ogrodzie na dachu ogromnego, kilkunastopiętrowego domu.
Ostry, prostokątny kontur gmachu, błyskający niklem i szerokimi
taflami szkła, górował nad spadzistymi grzbietami domów Pall
Mall jak kadłub pancernika nad rządami niskich fal, uciekających
aż po granice płaskiego widnokręgu.
Wieczór był ciepły i Karolina zdjęła lekką narzutkę, okrywającą
jej piękne ramiona, opalone równo i gładko na kolor jasnego złota,
przygaszonego teraz nadchodzącym zmrokiem. Leciuteńkim
ruchem odstawiła filiżankę i przysunęła sobie trójkątny, pachnący
ponczem kawałek tortu.
- Czy usłyszałeś, co powiedziałam, Joe? - uśmiechnęła się
nieznacznie.
- Oczywiście! - powiedział z przekonaniem tym większym, im
mniej uzasadnionym. - Każdą sylabę!
Ale nie słyszał. Słyszał słowa, świadomość rejestrowała całe
zdania i układała je w sensownej kolejności, ale nie rozumiał ich
zupełnie, chociaż wiedział, że Karolina pyta go już po raz drugi o
to samo. O co?
- Oczywiście! - powtórzył. - Ale dlaczego o to pytasz?
Zmarszczyła brwi.
- Teraz jestem już absolutnie pewna, że myślałeś o czym innym,
ty oszuście. Pytałam się, kiedy nareszcie opowiesz mi o tej aferze
z ćmą. Chciałam ci przy okazji zakomunikować, że za trzy
tygodnie wyjeżdżam do Egiptu... - I widząc zdumioną minę
Alexa, dodała:
- Będziemy kopali niedaleko Sidi-Hafra. Profesor Nichols jest
absolutnie przekonany, że właśnie tam pogrzebano ostatnich
dwóch faraonów VII dynastii. Jeden z nich... ale mniejsza o to.
Nie mówmy o faraonach. Jeżeli nie dowiem się niczego o tej ćmie
-5-
Zgłoś jeśli naruszono regulamin