Anderson Evangeline - Planet X - Planeta X(1).pdf

(1925 KB) Pobierz
PLANETA X
PLANET X
ANDERSON EVANGELINE
Tłumaczenie nieoficjalne
DirkPitt1
UWAGA
Książka zawiera obrazowe sceny seksu i wulgarny język. Tylko
dla dorosłych.
Rozdział 1
— Nie, nie, Krisa! Odsuń się,
natychmiast.
— Ale, kim on jest?
Czym
on jest?
Krisa Elyison wpatrywała się z fascynacją w wielkiego mężczyznę z przepaską na oczach,
który był przykuty w wyściełanej metalem ładowni
Gwiezdnej Księżniczki.
Był największym
mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziała i to nie było tylko to, że był wysoki, co było
oczywiste nawet, gdy siedział na wąskiej, metalowej ławce. Był także masywny.
Więzień miał szeroką pierś i grube ramiona z linami mięśni, które prowadziły w dół, do
wąskiego pasa i potężnych ud, rozstawionych szeroko w leniwej postawie. Nastroszone,
niebieskawo czarne włosy były ostrzyżone blisko głowy, a jego skóra miała ciemną,
egzotyczną opaleniznę, której Krisa nigdy wcześniej nie widziała. Wszyscy na jej rodzinnej
planecie byli całkiem bladzi, zawdzięczając to położeniu ich słońca. W jego ciele było
stłumione napięcie, które przypominało jej odpoczywające zwierzę.
— Kriso, odejdź.
— Ale, co on tu robi, Percy? — Krisa obróciła się do małego, nerwowego mężczyzny za
nią, z jedną delikatną brwią uniesioną w pytaniu.
Gwiezdna Księżniczka
była lekko
tonażowym statkiem klasy handlowej, który zabierał tyle samo pasażerów, co ładunku, ale
Krisa nie mogła przypomnieć sobie niczego w połyskującej holobroszurze o służeniu
dodatkowo, jako transporter więźniów.
— To nie twoje zmartwienie, moja droga. A teraz, jeśli już umieściłaś swój bagaż, musimy
wrócić do tapczanów odpaleniowych i przygotować się do startu. — Percy posłał jej mały,
ściągnięty grymas, który uchodził u niego za zmarszczenie brwi.
Percy DeCampeaux był jej przyzwoitką,
1
wysłanym, żeby towarzyszyć jej z jej rodzinnej
planety Capellia do Lynix Prime. Krisa nigdy nie spotkała bardziej nerwowego i sztywnego
człowieka, pomimo faktu, że odmiana genetyczna w capelliańskiej populacji zapewniała, że
dwie trzecie jej mieszkańców były kobietami.
Ignorując rozkazy jej przyzwoitki, Krisa zrobiła krok bliżej związanego i oślepionego
mężczyzny. Powinna ładować jej bladoróżową kostkę ładunkową do ładowni i
przygotowywać się do odlotu, ale nie mogła oderwać oczu od masywnej postaci, przykutej do
zmętniałej, srebrnej ściany ładowni. Było w nim coś fascynującego, męskość tak intensywna,
że prawie pierwotna. Poklepała nerwowo gruby zwój włosów na swoim karku, upewniając
się, że wszystkie czekoladowo brązowe kosmyki były bezpiecznie na miejscu, choć więzień
prawdopodobnie nie mógł jej widzieć przez gęstą, czarną przepaskę na oczach, którą nosił.
1
Chaperone. Może lepiej brzmiałby opiekun, ale uważam, że słowo przyzwoitka lepiej oddaje jego zachowanie.
— Krisa. — Powiedział Percy, tym wysokim, nosowym głosem, który uważała za tak
irytujący. Krisa zerknęła przez ramię i zobaczyła, że stał dobry kawałek od związanego
człowieka, bawiąc się nerwowo swoim bagażem z monogramem.
— Tylko chwilkę. — Zrobiła kolejny krok, poruszając się wokół góry bagażu, która była
bezpiecznie przypięta do startu. Jej długie, satynowe spódnice szeleściły na metalowych
płytach podłogi z dźwiękiem, przypominającym niepewne szepty duchów. Krisa miała
nadzieję na odrobinę przygody na swojej pierwszej i jedynej międzygwiezdnej podróży, ale
nigdy nie podejrzewała, że ta zacznie się w chwili, gdy ona postawi stopę na pokładzie.
To była jej pierwsza wycieczka poza planetę i bardzo prawdopodobne, że ostatnia. Jechała
spotkać Lorda Radissona, jej przyszłego męża, który był planetarnym posłem na Lynix Prime.
Wkrótce jej jedyną funkcją będzie służyć, jako obowiązkowa żona i gospodyni dla jednego z
najbogatszych ludzi w galaktyce i nie będzie szansy na żadne dalsze przygody w przestrzeni.
Co było powodem, dla którego Krisa była zdeterminowana wyciągnąć jak najwięcej z tej, nie
ważne, co mówił Percy.
Zrobiła kolejny krok, a więzień uniósł głowę, jego nozdrza drgały, zwrócone w jej
kierunku.
Prawie, jakby węszył mój zapach.
Ta myśl sprawiła, że Krisa zadrżała, przyglądając
się twarzy mężczyzny. Miał pełne, czerwone, wyglądające okrutnie usta, a jego szczęka była
pokryta ciemnym zarostem. Jednolicie czarne spodnie opinały jego potężnie zbudowane nogi,
a czarny bezrękawnik pozostawiał jego muskularne ręce i ramiona, nagie. Zastanawiała się
czy nie marzł w metalowej ładowni.
— Cześć? — Powiedziała z wahaniem. Była teraz wystarczająco blisko niego, żeby mogła
poczuć ciepły, piżmowy zapach, dochodzący od skutego mężczyzny. Miał dziki posmak,
który jak jego wygląd, był całkowicie męski. W jakiś sposób ten zapach wydawał się
zaatakować wszystkie jej zmysły jednocześnie, sprawiając, że czuła się niespokojnie w
sposób, którego nie mogła zrozumieć.
Jego nozdrza zadrgały, gdy odwrócił głowę, jakby namierzając ja w jakiś sposób. Krisa
poczuła się nagle bez tchu. Pociągnęła za wysoki, ograniczający kołnierz jej sukienki,
zastanawiając się, dlaczego nagle wydawało się tak ciepło w poprzednio chłodnej ładowni.
— Nie robiłbym tego, gdybym był tobą. — Prędzej cię ugryzie niż powie uprzejme słowo.
Krisa wydała lekki okrzyk i odskoczyła w tył, kładąc dłoń między piersiami, żeby
uspokoić walące serce. Ciasny popręg,
2
który nosiła pod ubraniami, by nadał jej idealny
kształt klepsydry, ścisnął ją ostro przy tym gwałtownym ruchu i potknęła się, spadając prosto
na kolana skutego więźnia. Ślepo wyciągając rękę, złapała się twardego jak kamień uda,
czując, że mięśnie mężczyzny z zasłoniętymi oczami, natychmiast napięły się pod jej dłonią.
Krisa doznała krótkiego, rozmytego wrażenia olbrzymiej siły, ledwie poskromionej przez
2
Cincher, inaczej waist cincher lub Waspie. Rodzaj krótkiego gorsetu, noszony wokół talii, by sprawid, że
noszący wygląda na fizycznie szczuplejszego. Rodzaj pasa z elastycznego materiału z usztywnieniami. Nie
używam słowa gorset, bo w późniejszej części książki nie będzie pasowad do kontekstu rozmowy Teague’a z
Krisą.
jego więzy i usłyszała Percy’ego, krzyczącego gdzieś za nią spóźnione ostrzeżenie. Niski
warkot budował się w przywiązanym gardle więźnia, ale zanim mógł cokolwiek do niej
powiedzieć, została szarpnięta w tył, z dala od niego.
— No, to było zupełnie głupie. — Mężczyzna, który do niej mówił, patrzył na nią na wpół
zmartwiony, na wpół strofujący. — Masz szczęście, że nie oderwał ci twarzy. — Miał na
sobie kasztanową marynarkę ze złotym splotem i wąskie, czarne spodnie, które kończyły się
lśniącymi, czarnymi butami.
Krisa natychmiast rozpoznała mundur Królewskiego Korpusu Przestrzennego. Z
pewnością leżał dobrze na mężczyźnie, który do niej mówił, ale mimo szerokich ramion,
które wspaniale wypełniały marynarkę i jego głowy z gęstymi blond włosami, które
połyskiwały w przyćmionym oświetleniu ładowni, oczy Krisy cały czas powracały do skutego
człowieka. W rzeczy samej ledwie zarejestrowała fakt, że człowiek, który przemówił, nadal
trzymał jej rękę, ale niestosowny kontakt
3
z pewnością nie umknął jej przyzwoitce.
— Przepraszam, a pan jest? — Percy, który krył się w kącie ładowni, teraz wyszedł
naprzód, jeżąc się na śmiałość nieznajomego. — Bądź tak miły i puść przyszłą Lady
Radisson. — Dodał, wyciągając się na swoją pełną wysokość pięciu stóp, czterech cali
4
i
patrzył nowoprzybyłemu prosto w piękny dołek na podbródku.
— Okropnie przepraszam, to takie nieuprzejme z mojej strony, ale martwiłem się o
bezpieczeństwo pani. — Zwolnił uścisk na jej przedramieniu i zrobił krok w tył. —
Pozwólcie, że się przedstawię. Kapitan Owen Ketchum, do usług.
Wykonał czarujący, lekki salut i naprawdę zgiął się nad jej ręka, gdy Krisa wyciągnęła ją
do niego. Uchwyciła powiew drogiej wody kolońskiej, Tazzenberry i zastanowiła się, skąd
pochodził jego akcent. Może nowy Brytyjczyk?
— Jestem Krisa Elyison z Capellii, a to Percy DeCampeaux, moja przyzwoitka. Udajemy
się na Lynix Prime. — Odpowiedziała Krisa, zanim Percy mógł ją powstrzymać. — Dokąd
lecisz, Kapitanie Ketchum?
— Kieruję się z powrotem na Lynix Omega, żeby dostarczyć to bydlę. — Szarpnął
podbródkiem w kierunku skutego człowieka, który siedział cicho na małej, metalowej ławce.
— Kurt Teague. Jest Feralem z planety Al’hora. Już raz uciekł, co jest nie małym wyczynem,
gdy weźmie się pod uwagę Placówkę Korekcyjną z potrójnym rygorze zabezpieczeń w
więzieniu na Lynix Omega. — Ponuro potrząsnął głową. — Tym razem, jak widzisz, nie
podejmujemy żadnego ryzyka. Te zamki magnetyczne wytrzymują, każdy, ponad dziesięć
tysięcy funtów na cal kwadratowy
5
. — Posłał jej łaskawy, mały uśmiech. — To całkiem
dużo, na wypadek, gdybyś się zastanawiała, Panno Elyison.
Rzeczywiście żadnego ryzyka.
Pomyślała Krisa, gdy powróciła swoją uwagą do cichego,
oślepionego więźnia. Oba muskularne przedramiona w rzeczy samej były otoczone
3
4
Złapanie kogoś za rękę to niestosowny kontakt? To, co to jest? Daleka przyszłośd czy siedemnasty wiek?
162 cm.
5
2
Po przeliczeniu 680 kg/ cm .
Zgłoś jeśli naruszono regulamin