Świniobicie - Paweł Gąsiorek (word).odt

(232 KB) Pobierz

                                                           

                                              

 

                           Świniobicie - Paweł Gąsiorek

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                            ROZDZIAŁ I

 

 

 

 

 

 

-No i po co nam ta świnia?

-Jest wiele korzyści z posiadania wspólnej świni, zacznę od tego...

-Skończ!

-Ale ja chcę rozwiać twoje obawy, pozwól mi chociaż wyjaśnić, po pierwsze wspólna świnia scementuje nasz związek i   przygotuje cię do macierzyństwa...

-Nie chcę tego słuchać! Wszyscy minie ostrzegali, wszyscy mówili że jesteś nienormalny.

-Posłuchaj mnie bo to ważne, chcę mieć z tobą dziecko, a nawet dwoje dzieci, ale uważam że na obecnym etapie nie  jesteś na  to gotowa i zanim się zgodzę na wspólne dziecko to pierwsze powinnaś wytrenować troskę na świni...

-Świnia, a dziecko to zupełnie co innego! Mam obawy, przysięgnij że zażywasz leki,codziennie zażywasz, tak jak kazał  psychiatra...

-Oczywiście, ale nie musiałbym tego robić gdyby otaczali mnie mądrzy ludzie którzy mnie rozumieją...

-To powiedz mi geniuszu co z tą świnią później zrobimy?

-Gdy okaże się że świnia spełniła swoją rolę pójdzie pod nóż.

-To jedynie ma sens...ale pozwolisz mi dać trochę mięsa rodzinie?

-Nie widzę żadnego problemu.

-Może to nawet nie taki głupi pomysł, ale z tego co mówiłeś to ty nigdy nie miałeś żadnego zwierzaka, ani psa, ani   kota, nic i nic nie wiesz o zwierzętach, nie zdajesz sobie sprawy że to wymaga pracy i to głownie dla ciebie będzie  to praca...

-Podzielimy się obowiązkami.

-Od razu mówię że nie wezmę do ręki wideł, ale być może to nie taki głupi pomysł żebyś się nauczył pracować  fizycznie i to by był dla ciebie głownie sprawdzian. Choć z drugiej strony nie mam z tobą planów na długie lata.  Poznałam cię i tak zostało, choć nie wiem czy to się nie zmieni...

-Ja zaś od razu mówię że świnię kupimy za wspólne pieniądze i reszta inwestycji też wspólna. Mariola, weź pod uwagę  też że to się może opłacać. I to jest jeśli chodzi o twoje proste i typowo kobiece myślenie najważniejszy powód do  posiadania wspólnej świni. Trochę wspólnej pracy i będzie dużo pożytku. Może nawet rozwiniemy hodowlę i kupimy  następne świnki.

-Edek, ale ty nie masz zielonego pojęcia o hodowli świń, jak zamierzasz to przeskoczyć ?

-W dzisiejszych czasach każdą informację można znaleźć w internecie...

-Najlepiej będzie jeśli pogadasz z kimś kto się na tym zna, przynajmniej ja tak myślę.

-Czyli ogólnie nie masz nic przeciwko?

-Rób co chcesz.

 

Co ona tam wie, przeczytam książkę o hodowli świń i będę wiedział wszystko, choć...   tylko czy on nie ma trochę racji?tylko żeby mnie nie przerosło. Jak zwykle zasiała we mnie   wątpliwość, ale musiałem to z nią omówić, zgodziła się, ale mi ubyło entuzjazmu. Od dawien dawna wszyscy wokół torpedowali moje plany. Mógłbym teraz być milionerem gdyby nie zniszczyli setek moich świetnych pomysłów. Na świniach można się dorobić, notabene mogłem od tego zacząć rozmowę, a gdy już dorobię się na świniach to otworzy mi drogę do realizacji kolejnego pomysłu, będą pieniądze na start. Teraz jeszcze za wcześnie na rozmyślanie o kolejnym pomyśle.

Niech się pierwsze uda z jedną świnią. Cholera! To może potrwać; jedna świnia, później trzy,

później sześć...Nie, nie zajmować sobie tym głowy. Trzeba powrócić do początku; do ochoty na

tradycyjne świniobicie! Kaszanka, golonka i mnóstwo alkoholu. Orgia pijaństwa i obżarstwa to główny cel, ale oczywiście Mariola nie mogła go poznać. Nie zgodziłaby się. Powiedzmy trzydniowe świniobicie. Tylko czy warto tyle starań dla trzech dni? W zasadzie można imprezować i bez świni, mięso można kupić. Znowu źle myślę! przecież to nie odda tego wszystkiego; smaku swojskiego mięsa, atmosfery, kręcenia kichy, zapachów. Lepiej motywować się

pięknem dziecięcych wspomnień niż wątpliwym interesem finansowym. Pieniądze które mogę zarabiać w przyszłości na świniach to rzecz niepewna,a świniobicie jest wręcz nieuniknione kiedy się kupi świnie. Chyba że jakaś choroba dopadnie świnie, ale po co sobie zaprzątać głowę czarnymi scenariuszami? Równie dobrze ja sam mogę umrzeć nim świnia dojrzeje do świniobicia. Wszystko może się wydarzyć. Nie ma sensu też mieć obawy że sobie nie poradzę.

Świnia zwierzę jak człowiek tylko ma znacznie mniejsze potrzeby by żyć. Dziadek miał świnię

w dodatku dwa barany i kury to dlaczego ja mam sobie nie poradzić z jedną świnią?Mniejsze potrzeby niż człowiek?To też chyba nieprawda; człowiek by przeżył w warunkach jakie ma świnia, lecz było by to bardzo niekomfortowe,męczące i wpłynęło by to bardzo na jego psychikę. A to nie przetrzymywali ludzi w dawnych czasach w takim chlewie, na słomie, o chlebie i wodzie, może nawet przykutych do ścian, zbójów , rabusiów i innych przestępców? Ile taka świnia potrzebuje by żyć i nawet się nie męczyć swoją egzystencją? Chlew wyścielony słomą, wodę i paszę, czy nawet jakieś odpadki z kuchni. Dziadek sobie radził to ja też sobie poradzę. Przypomnieć sobie dawne czasy. Chlewik gdzie żyła przed laty świnia już jest. Widły mam. Co jeszcze? Potrzebne jest koryto, słoma i to tyle potrzebnych rzeczy! Jakie to wszystko zrobiło się proste. To tysiące razy łatwiejsze niż posiadanie dziecka. Może rzeczywiście coś jest w tym przygotowaniu do posiadania dziecka co palnąłem Marioli.

Z tym że małe dziecko wymaga głównie troski i opieki matki, a świnia będzie leżeć głównie na

moich barkach. Trzeba jednak jeszcze jedno wziąć po uwagę, że prawdopodobnie taka świnia bez niczyjej pomocy poradziłaby sobie sama w lesie, jak dzik jej przodek. Pójdę rozejrzeć się po

chlewiku. Widły stoją, rękojeść wygiętą naznaczona pracą, miejsca jaśniejsze wytarte od spracowanych dłoni dziadka. Tyle lat minęło kiedy ostatni raz je ktoś używał. Dziadek był bardzo pracowity i nie miał fajnego życia. Jego młodość przypadła na czas II wojny światowej

został wywieziony na przymusowe roboty do III Rzeszy. Do ostatnich dni pracował w gospodarstwie na długo przed śmiercią miał problemy psychiczne które się nasilały. Kiedyś dom tętnił życiem, teraz zamieszkują go dwie osoby, ja i Mariola. Mam problemy z psychiką,

ale ona też ma, może mniejsze, lecz nie jest całkiem normalna. Dużo ludzi ma problemy psychiczne, z roku na rok ich przybywa. Ogół ludzki jest coraz bardziej "normalny" i dąży by

być jeszcze bardziej "normalnym" zrozumiałe że "nienormalnych" przybywa. Normalny człowiek

dostosowuję się do wszystkich możliwych norm, przestrzega wszystkich praw ludzkich i tych od Boga. Nie buntuje się, ledwo może wyrazić swoje zdanie, lecz rzadko je ma. Oczywiście w krajach rozwiniętych są akceptowane odmienności upodobań seksualnych w innych mniejszości się buntują bo nie są należycie akceptowane. Jednak świat dąży do eliminacji kontrkultury i subkultury. Bunty rodzą się na kanwie pojedynczych zdarzeń czy niezadowolenia ekonomicznego.

Zainteresowanie polityką rośnie, ludzie mają swoich ulubionych i znienawidzonych polityków,

swoją ulubioną prawice, coraz rzadziej lewice. Ogólnie interesów chorych psychicznie nie reprezentuje nikt. Nie są w stanie się zorganizować, każdy z nich ma swój prywatny świat i wzajemnie się słabo dogadują. Tragiczne jest dla nich w skutkach przestępstwo, gdy je popełnią

najczęściej są izolowani dłużej niż przewiduje kodeks karny dla "normalnych".Można z nimi zrobić prawie wszystko. Ściany chlewika trzeba wybielić wapnem i wynieść składowane tu graty. Na oko to tu by mogły żyć z trzy świnie, a może nawet cztery. Będzie miała wspaniałe warunki, ja jej to zapewnię...

 

  -Edek! Edek! Edek!

  -Co chcesz ?

  -Musisz tu przyjść

  -Co znowu ?

  -Zgadzam się

  -Cieszę się

  -Ale na miniaturkę

  -Jaką miniaturkę?!

  -No świnkę miniaturkę, jest co prawdą trochę droższa ale...

  -Czyś ty zwariowała ?!

  -Pokaże ci, w internecie znalazłam, kochane są.. zobacz

  -Absolutnie wykluczone, z takiego czegoś nie ma żadnego pożytku

  -Wiesz że taką świnkę miniaturkę można tresować, one są inteligentniejsze od psa...

  -Zwykła też można tresować

  -Ale ona reaguję na swoje imię

  -Zwykła też reaguje

  -Skąd wiesz ?

  -Jestem o tym przekonany

  -No dobra niech ci będzie, ale ja ją spróbuje wytresować

  -A rób co chcesz

 

Co za idiotka, będę inwestował pieniądze w świnie miniaturkę jak mamy tyle wydatków. Mam trochę oszczędności, pieniędzy po mamie, ale kurczą się w zastraszającym tempie.

Cholera! Co będzie dalej? Co będzie jak pieniądze się skończą? Przydałaby się jakaś praca i

to możliwie szybko. Mariola też nie pracuje, ale ma rentę i jeszcze po ojcu. A ja mam parę złotych zasiłku, nie wygląda to dobrze, na początek zacznę od czegoś lekkiego dla rozgrzewki

przed pracą fizyczną i tu właśnie hodowla świni się świetnie do tego celu nadaje. Boję się myśleć o przyszłości, lepiej nie myśleć, jakoś to będzie...Musi jakoś być!Rodzina i dziecko i stała praca to się chyba nie uda nigdy. Zresztą ono by chyba odziedziczyło po nas nienormalność i skazywać je na to co ja przeżywam każdego dnia to.. nieludzkie. Jakoś sobie radzimy we dwójkę, czasami lepiej, czasami gorzej. To fakt Mariola dobrze zajmuje się domem; gotuje, sprząta, resztę czasu spędza w internecie. Nie wiem jak radziłbym sobie bez niej. Oboje jesteśmy dziecinni i naiwni w wielu kwestiach, ona w jednych,ja w innych, tak że uzupełniamy się w rozsądku. Może nawet jest tego świadoma, czasami straszy że odejdzie, ale oboje wiemy że tego nie zrobi. Zresztą oboje już jesteśmy niemłodzi, ja mam 40 lat, a ona 37.

Jednak z medycznego punktu widzenia jest zdrowsza, w szpitalu psychiatrycznym była dwa razy i to wystarczyło by przyznali jej rentę, ja byłem hospitalizowany ponad 10 razy. Ona łyka jeden lek, a ja dwa rodzaje. Oboje mamy tę samą chorobę; schizofrenię paranoidalną. Najgorszą

opcją było by dla mnie umieszczenie mnie w domu pomocy społecznej, już wolałbym śmierć, śmierć w domu w śnie jak mama, w wieku powiedzmy 60 lat no może 65 lat. Tak bym chciał, umrzeć w domu. Nie wierzę w Boga, ani w życie pozagrobowe, ani w teorie spiskowe robię to dla zdrowia psychicznego. Mariola wierzy w te wszystkie rzeczy o Bogu i niebie i w spiski.

Jedyne czego jestem pewien to to że po śmierci będzie to samo co przed narodzinami czyli nic. Długo medytowałem nad tą myślą i powoli odkrywałem że to naprawdę dobra perspektywa.

Nie byłem świadom tego co działo się przed moimi narodzinami, wojen , obozów śmierci, klęsk , głodu, tyfusu i dżumy. Nie wierzę że po mojej śmierci ziemię czeka wspaniały los, że nie będzie katastrof, wojen, zarazy i głodu. Nie chce tego doświadczyć ani o tym wiedzieć. Jestem zadowolony z perspektywy niebytu po śmierci. Nie wierzę w reinkarnację; zwierzęcy splot dzikich popędów nie zawiera tego co definiuje mnie jako mnie. Będąc powiedzmy dżdżownicą byłbym tym samym co teraz mój mały palec, niby mój ale tak naprawdę to nie to czym jestem. Lepiej już o tym nie myśleć. Ważne jest cieszyć się i zatracić się jak np. na świniobiciu. To jest chwila do której warto dążyć, choćbym nawet miał godzinami przerzucać gnój widłami w smrodzie. Zresztą to oderwie mnie od uciążliwych myśli choć na chwilę. Mariola troszczy się o mnie, żąda bym przyjmował leki i trzeba to docenić. Co ja bym zrobił bez moich leków na normalność? tabletek normalności. Kiedyś ludzie radzili sobie bez tego, korzystali tylko z ziół, ale w dawnych czasach ludzie chyba mniej chorowali przynajmniej psychicznie. Średnia życia była mniejsza, ale nie powiedziałbym że byli mniej szczęśliwi. Nie rozmawiam z Mariolą o jej chorobie, niekiedy ją strofuję w kwestii jej wierzeń, a zwłaszcza teorie spiskowe, ale nie staram się u niej nic zmieniać, widocznie jej to nie szkodzi, a jeśli tak, to dlaczego nakłaniać do swoich poglądów. Moja choroba to urojenia, właściwie tylko urojenia. Walczę z nimi, ale nie mogę się ich pozbyć. Kuszący jest świat urojony w którym odgrywa się jakąś ważną rolę, w której jest się kimś. Znacznie łatwiej uwierzyć że jest się kimś niż że jest się nikim. Łatwiej też uwierzyć że ma się nadludzkie moce niż w swoją ułomność. Przyjemniej jest mieć nierealne marzenia i dążyć do ich realizacji

niż cierpieć niemoc i zwątpienie we własne siły. Jęśli chodzi o świniobicie nie ma w tym nic nierealnego i poprzeczka nie jest wysoko. Na pewno sobie poradzę z hodowlą świni.

-Edek, a króliki?

-Co znowu fajnego wymyśliłaś?

-No żeby zamiast świni hodować króliki

-Dlaczego króliki?

-Bo co ja powiem koleżankom; że mój nienormalny facet zamierza hodować świnie? To jest  obciachowe, bardzo obciachowe. Już lepiej by było hodować króliki, mniejszy wstyd.

-To dobrze że przynajmniej ty jesteś normalna, ty i twoje koleżanki, wszyscy bardzo normalni

jedynym nienormalnym na tej ziemi jestem ja, tak?!To mi chcesz powiedzieć?

-Nie aż tak, koleżanka mi powiedziała że każdy ma jakieś problemy z psychiką jeden mniejsze,  a drugi większe. I w naszej sytuacji, gdy ja mam mniejsze to ty mając większe powinieneś  słuchać moich rad.

-W tym wypadku to ty masz duży problem z psychiką. Nie musisz nikomu mówić o naszej świni.

-Ale ciężko mi będzie żyć z tym sekretem, ja im mówię o wszystkim i robi mi się wtedy jakoś  lżej.

-To o świni im nie powiesz, bo to będzie głównie mój ciężar. Zainwestujemy razem, ale jakby  co to świnia jest moja, trochę będziesz się nią zajmować i tyle.

-Ale mamie powiem, może się ucieszy że zamierzasz zająć się czymś konkretnym, wiele razy mi   mówiła żebym zagoniła cię do pracy.

-Rób co chcesz, ale króliki wykluczone.

-Dlaczego od razu odrzucasz mój pomysł?

-Po pierwsze nie mamy klatek, po drugie ciężko by mi bylo na duszy hodować króliki na rzeź.

Ty pewnie też nie chcesz śmierci naszych królików gdybyśmy je mieli?

-A świnię łatwiej zabić?

-Tak właśnie uważam że będziemy mieli lżejsze sumienie gdy nasza świnia umrze niż gdyby to  miały być króliki.

-No skoro będzie nam lżej ze świnią to niech będzie świnia.

 

Jeśli chodzi o zabijanie to najgorszy jest pierwszy raz, a później jakoś już idzie bez bólu. Wystarczy wmówić różnice między tym kim jestem, a tym stworzeniem które mam zabić i po kłopocie, tak zginęło miliony ludzi właśnie zgodnie z tym mechanizmem. Ci "lepsi" zabijali tych "gorszych" by pozbyć się zła i oczywiście pozbyć się inności w której zauważali wiele wad. Mordercy zawsze górą. Odkrywali zasadniczą różnicę rasową, wyznaniową , narodową, kulturową...Zawsze będą ci lepsi i ci gorsi. Nie zauważam żeby ludzki świat dążył do jedności; jedni burzą granice, ale inni ją budują. Nie jestem wielkim patriotą, nie zachwyca  mnie wspólna historia; wojny jakie toczyli nasi przodkowie, cierpienia zaborów, zdobyta niepodległość, ma to swój urok, ale nie widzę w tym dla siebie jakichś większych korzyści,

mam jakieś umiarkowane poczucie jedności z narodem bez fanatyzmów które w tym względzie często zauważam. Trudno pozbyć się czegoś co jest wpajane od dziecka jak patriotyzm czy religia. Każda grupa ma swojego rodaka, jedni szczególnie maja Mickiewicza inni Kopernika  jeszcze inni Piłsudskiego. Ja też mam kilku rodaków i to mi wystarczy. Jeśli chodzi o szlachtowanie świni pierwszy raz mam za sobą. Pamiętam jak przed wielu laty było w domu świniobicie, odbywało się dobudowanej do domu stodole, wygonili mnie stamtąd dziadek z ojcem. Było jednak okienko w ścianie domu z którego wszystko wtedy widziałem. Masarz uderzył świnię w łeb obuchem, a później poderżnął jej gardło nożem. Pamiętam że zawiodłem się wtedy, myślałem że to będzie coś bardzo okropnego tylko dla dorosłych skoro mnie wyganiają. Wszystko trwało kilka minut i po wszystkim, później mogłem się z boku przyglądać jak masarz robi swoje. Mam swoją wrażliwość; na jedno jestem nadwrażliwy na inne mam znieczulice. Szczególnie jestem wrażliwy na widok psa przy budzie na łańcuchu, boli mnie ten widok. Gdy byłem mały rodzicie zabraniali mi posiadania zwierząt. Później mogłem mieć, ale już nie chciałem, wolę widok zwierzęcia na wolności. Nie lubię też ogrodów zoologicznych. Ogólnie jestem za wolnością ludzi i zwierząt. Nie przepadam że za widokiem ukrzyżowanego Jezusa, bo pozbawiając go całej religijnej otoczki jest to obraz wielkiego cierpienia. Świnia hodowlana jest przez tysiące lat przygotowana do życia w chlewie, co innego ze zwierzętami w zoo czy nawet psem na łańcuchu. Wystarczy sobie uzmysłowić że świnia ma jakieś wspólne cechy z człowiekiem, ale są to właśnie te cechy najgorsze. Obraźliwe jest nazwać kogoś świnią właśnie ze względu posiadania cech tego zwierzęcia tak więc jej śmierć nie będzie dla mnie bolesna.

 

-Edek, dzwoniłam do mamy i ona powiedziała że dobrze, ale niech to będą kury,bo z takiej kury   codziennie masz jajko. Mając kilka kur moglibyśmy codziennie jeść na śniadanie jajecznice, w   dodatku gdybyśmy mieli więcej kur moglibyśmy zarobić na jajkach i powiedziała jeszcze że kura  jest  łatwiejsza do hodowli. Zawsze też można kurę zabić i zrobić z niej rosół.

 

-Nie chce o tym słyszeć, myślałem że podjęliśmy ostateczną decyzję że będzie to świnia.

-Edek, mama chce dla ciebie dobrze, boi się że sobie nie poradzisz, więc co? Kury?

-Mariola, mówię ci po raz ostatni; żadnych miniaturek, żadnych królików i żadnych kur tylko  zwykła świnia hodowlana.

-No dobra, tylko pamiętaj na przyszłość że ja chciałam dobrze, żebyś mi później nie narzekał że   sobie nie radzisz.

-Czy ja kiedykolwiek narzekałem na coś?

-Ha ha ha od kiedy cię znam to narzekasz, wszystko ci się nie podoba, wszystko jest nie tak,   wszystko jest nie po twojej myśli, wszytko byś zrobił lepiej. To cały ty! Potrafisz tylko  narzekać.

-To prawda że dużo rzeczy mi się nie podoba, a zwłaszcza twoje pomysły co do wspólnego  zwierzęcia. Ustalmy raz na zawsze że będzie to świnia!

-Rób co chcesz tylko pamiętaj że to twój wybór i że ja chciałam inaczej ale się nie zgodziłeś.

To sobie zapamiętaj bo ja ci przypomnę tę rozmowę!

-Nie, to ja tobie przypomnę gdy będziemy jedli kaszankę z grila czy szaszłyki czy szynkę że gdybym  cię posłuchał zamiast tego jedlibyśmy jajecznicę.

-Tobie Edek się zawsze wydaje że jesteś najmądrzejszy i nikogo nie słuchasz, zwłaszcza jak ci ktoś   dobrze radzi.

-Mam swoje zdanie o wielu rzeczach i tyle, nie powielam obiegowych opinii,tylko mam swoje.

-Dam ci przykład jak twoja świętej pamięci mama prosiła żebyś nie ćpał to ty robiłeś swoje i  później z tego zachorowałeś i teraz narzekasz na chorobę na swoje własne życzenie, druga rzecz że  odstawiałeś  leki i na własne życzenie zawsze po tym lądowałeś w szpitalu.

-Owszem, to prawda, ale ja właśnie chciałem mieć schizofrenię, ciekawiła mnie i przynajmniej dane   mi było przeżyć szaleństwo. Niestety prawdą jest też że nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo to jest  uciążliwe.

-To powinieneś się teraz cieszyć że spełniło się twoje marzenie że zaspokoiłeś swoją ciekawość. Gratuluję. Edek, wiesz, jesteś idiotą.

 

Interesowała mnie schizofrenia zanim na nią zachorowałem, jednak interesowała mnie tak jak interesuje życie Indian, ciekawi ale nie chce się od razu dołączyć do ich plemienia. Szamanizm i odmienne stany świadomości to mnie też kiedyś interesowało, teraz jednak staram się być normalny pod względem stanu świadomości. Zawsze miałem nietypowe zainteresowania. Urojenia to nic fajnego, nie wpadam w nie nagle, ale powoli mnie wciągają jak bagno, coraz głębiej aż człowiek już nie może się

sam wydostać i trafia do szpitala. Oczywiście gdyby wszyscy chorzy mieli świadomość swojej choroby mogliby się sami wyleczyć w domu przyjmując regularnie leki i można by zlikwidować większość szpitali psychiatrycznych. Z moimi urojeniami jest tak że po odstawieniu leków w pewnym momencie odnajduję tą lepszą rzeczywistość, toczę w

niej wojny telepatyczne z wrogami, pojawiają się wątki kosmiczne, nie czuję się wtedy dobrze, ale rola jaką zajmuje w tym świecie  i wielka nagroda która mnie czeka gdy tylko skończy się walka sprawia że akceptuję tę nieprawdę, a nawet bardzo się cieszę się że uczestniczę w tym szaleństwie. Oczywiście zdrowienie wiąże się z lekką depresją i wielkim zawodem typu; a jednak to wszystko nieprawda. Znamiennym jest że kiedy jestem w chorobie wszystkie zdarzenia na ziemi o których czytam i o których słyszę bezpośrednio wiążą się z moją osobą. To takie ekscytujące że mam takie znaczenie że nawet kiedy jest ok. szukam trochę związków typu; to może jednak ma związek z tym o czym rozmawiałem wczoraj z X. Ogólnie fantastycznie jest być bohaterem szkoda że mi się to zdarza wyłącznie w urojeniach. Oddaliłem się od ludzi przez chorobę, nie mam przyjaciół i bliższych znajomych. Długo zastanawiałem się

jak realizować swoje stadne potrzeby wynikające z bycia człowiekiem, zwierzęciem stadnym. Próbowałem trochę w internecie zintegrować się

z jakąś grupą i być miłym i być koleżeńskim, ale nic konkretnego z tego nie wynikło poza kilkoma przemyśleniami. Tak więc jedyny kontakt

z drugim człowiekiem to dla mnie Mariola. Było tak że przez pewien czas internet służył mi do wylewania swojego niezadowolenia na przeróżnych czatach, później zmieniłem strategie nastawiając się na innych, koleżeńskość i bycie miłym mimo że nie wierzyli w moją metamorfozę to odnalazłem nic porozumienia z niektórymi osobami, okazało się to lepszą drogą niż wylewanie żalu i nienawiści w pustkę bez żadnego zrozumienia u innych. Gdy w życiu podejmuje się różne drogi zachowania czy myślenia można dojść do wniosku że całe życie jest jedną długą drogą i nie ma idealnej drogi, każda ma dziury i ostre zakręty. Nigdy nie podążałem autostradą do nieba,drogi nagrody po śmierci za obranie tego, a nie innego stylu postępowania i myślenia, modłów i podobnych niedorzeczności. Szukam dla siebie takiej drogi z której bym

miał korzyść teraz za życia i która zgadzała by się z moją naturą, moim wewnętrznym ja, w której bym się odnalazł i jednocześnie zatracił.

-Chciałam panu przyszłemu świniarzowi oświadczyć że mama powiedziała że nie będzie katastrofy jeśli się nie uda z tą świnią, powiedziała też że będzie się modlić żeby ci się udało wyhodować tę świnię. I ja też się będę modlić żebyś kiedyś odzyskał rozum.

-To miłe, ale nic to nie da ponieważ wszystko zależy od moich zdolności planowania i gruntownego przemyślenia tematu jakim jest  teraz dla mnie hodowla świni.

-Wszystko dlatego że nie wierzysz w Boga, ale pamiętaj że Bóg cię kocha.

-A ty kochasz Boga?

-Przecież wiesz że kocham Boga.

-A kogo bardziej Boga czy mnie?

-Oczywiście że Boga.

-A to dziwne.

-Co w tym dziwnego ?

-Bo ludzie kochający bardziej Boga niż bliźniego zwykle są podli, często zbliżając się do Boga oddalają się od drugiego  człowieka i potrafią nawet zabijać ludzi w imię miłości do Boga.

-Myślałam że wyjaśniliśmy sobie że skończysz filozofowanie w zasięgu mojego słuchu, oczywiście tak jak ustaliliśmy

możesz sobie filozofować, ale tak żebym tego nie słyszała.

-O ile dobrze pamiętam ustaliliśmy też że nie będziesz mnie nawracać.

-Z tego wynika że jesteś opętany skoro przeszkadza ci modlitwa w twojej intencji.

-Być może jestem opętany i chcę nadal być opętany.

-Myliłam się, przede wszystkim jesteś idiotą. 

 

Mariole poznałem kilka lat wstecz, początek znajomości był dziwny jeśli chodzi o komunikację, oboje próbowaliśmy oczarować się nawzajem swoją osobą. Przypuszczałem że najlepszą moją cechą jest skłonność do filozofowania, przemyśleń, wyciągania trafnych wniosków. Słuchając mnie z grzeczności potakiwała, ale zupełnie nie rozumiała o

czym ja mówię. Kiedy skończyłem swój wywód ona prezentowała swoje proste myśli zwykle o Bogu, okraszając to wyświechtanymi frazesami z Nowego Testamentu. Doprowadziło mnie to do przemyśleń że gdyby wyjąć z tej księgi Boga to

byłby to zbiór bardzo prostych myśli, kierowanie się nimi w budowani relacji międzyludzkich jest korzystne z psychologicznego punktu widzenia. Wiele z nich można by psychologicznie uzasadnić jako dobre wzorce egzystencji

w stadzie. Genialnym było wplątać Boga w tą prostą filozofię, zapewniło jej to popularność i przetrwanie. Może się

też zrodzić z tych wszystkich świętych pism patologia, a zachodzi ona wtedy gdy ktoś kocha Boga bardziej niż bliźniego. Chętnie bym zapytał Jezusa gdybym żył w tamtych czasach kogo bardziej kocha; bliźniego czy Boga. Każda prosta odpowiedz na to pytanie wyprowadziłaby go na manowce. Ogólnie wygląda to tak że jedni jak Mariola ślepo wierzą i są szczęśliwi, drudzy nie wierzą i mają satysfakcję w poddawaniu Boga pod wątpliwość i znajdowaniu błędów

trzeci najszczęśliwsi i najmądrzejsi nie myślą o Bogu zupełnie; jest lub go nie ma, nie interesuje ich to mają ważniejsze sprawy na głowie. To może powrócę do ważnej dla mnie sprawy jaką jest świniobicie. Pierwsze stworzę obraz

tego co chcę osiągnąć. Celem byłoby siedzenie, w dodatku nie sam, przy dużym stole konsumuję golonkę i zapijam dobrze schłodzonym piwem. Unosi się zapach gotowanego mięsa, masarz popija wódkę ze szklanki i ostrzy nóż. Nie muszę

nic robić, Mariola się trochę krząta jak to kobieta. Alkoholu jest tak dużo w lodówce że nie mam absolutnie żadnych obaw żę zabraknie, z jedzeniem jest tak samo. Absolutnie się nie upijam, ale cały czas jestem na średnim rauszu. Stukam się z innym biesiadnikiem kuflem. Nie, to nie możliwe ten akurat nie żyje. Nie, ten też nie żyje. To może Darek? Gdzie ja go znajdę? Może wrócił z zagranicy? Nie, to raczej wątpliwe. Marcin? Marcin jest zbyt normalny. No nie mam kogo umieścić przy biesiadnym stole. Jedni znormalniei i nie pasują do mojego stołu, inni wyjechali za granicę. Najgorsze jest że tylu nie żyje, Mariola by powiedziała że na własne życzenie i ja mam podobne zdanie; ćpali bez żadnego umiaru, bez przerw, najciężej uzależniające makowe przetwory i doprowadziło ich to do śmierci. Ale w zasadzie ja nie byłem dużo lepszy, otarłem się dwa czy trzy razy o śmierć. Przyganiam zatem jak kocioł garnkowi.

Nie wrócę już do tej bolesnej,lecz momentami bardzo przyjemnej drogi. Wszystkie dragi są mi znane, przebyłem drogę od okazyjnego palenia haszu przez całą masę psychodelików do totalnej destrukcji uzależnienia od heroiny. Też bym prawdopodobnie już nie żył gdyby nie dopadła mnie po raz pierwszy ostra psychoza. Wszystkie dragi przestały działać 

męczyłem się potwornie i trafiłem na sześć tygodni do szpitala psychiatrycznego. Ta tragedia zapoczątkowała mój rozwój, zacząłem szukać w książkach wyjaśnień tego co mi się przydarzyło.      Znajdowałem ukojenie w filozofii, szukałem lekarstwa w psychologii. Delektowałem się obrazami z kart różnorakich powieści. W końcu pogodziłem się z brutalną prawdą że już nigdy nie będzie tak jak było zanim zachorowałem. Są lekarstwa które redukują objawy choroby, ale niestety mają niepożądane działania uboczne, jednak dużo większy jest zysk z ich przyjmowania.

-Edek, myślałam trochę o tobie.

-To miło z twojej strony.

-I wiesz do jakich dochodzę wniosków?

-Nie mam pojęcia.

-Myślę sobie że coś jest w tym opętaniu o którym mówiłam wcześniej.

-Jakim opętaniu?

-No chodzi o ciebie, nie jest to takie opętanie jak z horroru ale coś w tym jest. Możesz być psychopatą albo socjopatą  nie znam się na tym, ale kiedy się mówi o kimś że jest psychopatą czy socjopatą to on właśnie przypomina mi ciebie.

-Skąd takie wnioski?

-Po twoim zachowaniu gdy dzieje się coś złego dla społeczeństwa.

-A dokładnie to po twoim uśmieszku gdy dowiedziałeś się o katastrofie smoleńskiej. Ja już myślałam że zaczyna się  choroba, ale tobie po dwóch dniach zniknął uśmieszek i zacząłeś narzekać że ciągle tylko o tym w tv.

-Po prostu miałem dob...

Zgłoś jeśli naruszono regulamin