Nie dasz-pożałujesz.txt

(5 KB) Pobierz

,, Nie dasz - pożałujesz"


Było to pewnego niedzielnego popołudnia, kilka dni przed Bożym narodzeniem. Padało, wiał wiatr, było zimno. Grudniowa ponurość. Spis rzeczy do załatwienia był bardzo długi i rósł jak ciasto dzieży. Nastrój: podły. Wskaźniki biologiczne: negatywne. Horoskop zalecał ostrożność. W niedzielnej gazecie pisano o dolarach, śmierci i destrukcji jak o codziennej litanii. Gdzie jesteście, wieści dobrego samopoczucia i radości!!!
Ta święta godzina dnia Pańskiego została zmącona waleniem do drzwi. I co teraz? Głębokie westchnienie. Poddać się, otworzyć i przyjąć te zapewne złe wiadomości? Jestem w kropce. Otwieram.

MaĹ‚a postać w taniej masce Ĺ›wiÄ™tego MikoĹ‚aja wyciÄ…ga w moim kierunku wielkÄ…, brÄ…zowÄ…, papierowÄ… torbÄ™ woĹ‚ajÄ…c: "NIE DASZ - POĹ»AĹUJESZ!" Co takiego? "NIE DASZ - POĹ»AĹUJESZ!" - woĹ‚a znowu maska Ĺ›wiÄ™tego MikoĹ‚aja. Nie mogÄ…c wyksztusić sĹ‚owa, patrzÄ™ na tÄ™ dziwnÄ… zjawÄ™. PotrzÄ…sa torbÄ…, a ja zdumiony wyciÄ…gam portfel i wrzucam dolara do torby. Maska siÄ™ unosi i mam przed sobÄ… uĹ›miechniÄ™tÄ… twarz maĹ‚ego Azjaty.
- Czy pan chce, żebym zaśpiewał kolędy? - pyta melodyjną angielszczyzną.

Poznaję go teraz. Należy do rodziny, która dzięki kwakrom w zeszłym roku zamieszkała
w sąsiedztwie. Wietnamczycy chyba. Ludzie żyjący na łodziach. Uciekinierzy. Był u nas z siostrami i braćmi w wigilię Wszystkich Świętych i napełniłem wtedy ich torby słodyczami. Nazywa się Hong Duc, może ma osiem lat. Pierwszym razem w płaszczu kąpielowym, z głową owiązaną ścierką kuchenną wyglądał jak jeden z Trzech Króli.
- Czy chce pan posłuchać kolęd?

Skinąłem głową, wyobrażając sobie oktet małych uciekinierów, kryjących się w krzakach, którzy przyłączą się do swego wodza i razem zaśpiewają.
- Tak, oczywiście, a gdzie jest chór?
- Ja jestem chór - odparł. I niezwykle szybko, ile sił w płucach, zaczął śpiewać: "Biją dzwony, biją..." A potem z równym entuzjazmem odśpiewał coś, co brzmiało jak: "Słuchajcie, śpiewają anioły..." Następnie z szacunkiem odśpiewana "Cicha noc". Odrzuciwszy głowę do tyłu, z zamkniętymi oczami, z głębi serca dobywał ostatnie tony kolędy "Śpij w niebieskim spokoju", które ulatywały w zapadającą ciemność.

Z wilgotnymi oczami, oniemiaĹ‚y tym przedstawieniem, wyciÄ…gnÄ…Ĺ‚em pięć dolarĂłw z portfela i wrzuciĹ‚em do papierowej torby. W zamian za to wyciÄ…gnÄ…Ĺ‚ z kieszeni napoczÄ™ta paczkÄ™ dropsĂłw i uroczyĹ›cie mi jÄ… wrÄ™czyĹ‚. Z uĹ›miechem za dziesięć dolarĂłw zbiegĹ‚ ze schodĂłw woĹ‚ajÄ…c: "NIECH PANA BĂ“G BĹOGOSĹAWI!" i "NIE DASZ - POĹ»AĹUJESZ!" i zniknÄ…Ĺ‚.
Kim był ten zamaskowany chłopiec? Hong Duc, jednoosobowy chór, od drzwi do drzwi śpiewający kolędy.

Wyznam, że zwykle niezbyt przejmuję się Bożym Narodzeniem. Nigdy nie miało dla mnie większego znaczenia. Jest po prostu nierealne. Od kiedy mi powiedziano o świętym Mikołaju, w głębi serca byłem cynikiem. Śpiewać o tym jeżdżeniu w otwartych saneczkach zaprzężonych w renifery było śmieszne. Nigdy nie widziałem takich saneczek ani nie jeździłem nimi. Nigdy nie piekłem kasztanów w ogniu. Gdybym nawet je miał, to nie wiedziałbym, jak to robić, i słyszałem, że nie są smaczne. Wędrujący Trzej Królowie zawsze budzili moją podejrzliwość, a pasterze, którzy całe życie nic nie robią, tylko pasą owce, są dla mnie co najmniej dziwni. Nigdy tez nie widziałem anioła, a moje doświadczenia z dziewicami są raczej ograniczone. Objawienie się nowo narodzonego króla nie interesuje mnie, wolałbym raczej jakiegoś prezydenta. Małe dzieci i renifery brzydko pachną. Wiem, bo miałem z nimi do czynienia. Betlejem to po prostu grota, tak przynajmniej słyszałem od tych, którzy tam byli.

Śpiewać o rzeczach, których nigdy nie widziałem ani nie robiłem, marzyć o białym Bożym Narodzeniu, narodzinach, przy których nie uczestniczyłem, nie bardzo ma sens. A jednak, a jednak... jestem za stary, żeby w to wierzyć, a zbyt młody, żeby z tego zrezygnować. Zbyt cyniczny, żeby tym się przejmować, ale zbyt jest mi to potrzebne, żeby z tego zrezygnować.
NIE DASZ - POĹ»AĹUJESZ! Kiedy zamknÄ…Ĺ‚em drzwi, omal nie dostaĹ‚em ataku histerii - Ĺ›miech i Ĺ‚zy, i to Ĺ›mieszne uczucie, jakie siÄ™ ma, ĹĽe znowu nadeszĹ‚o dla ciebie BoĹĽe Narodzenie. Kominem mego skromnego domu przybyĹ‚ do mnie Ĺ›wiÄ™ty Hong Duc. Podobnie jak ja niezbyt dobrze zna szczegóły, ale doskonale wyczuwa nastrĂłj tego okresu. Oto mamy wymĂłwkÄ™, ĹĽeby całą duszÄ… oddać siÄ™ Ĺ›wiÄ…tecznemu nastrojowi, gdziekolwiek jesteĹ›my. "Ja jestem Ĺ›wiÄ™tem" - powiada ten maĹ‚y chĹ‚opiec. "Gdzie jest BoĹĽe Narodzenie?" - zadajÄ™ sobie pytanie. "Ja nim jestem" - odpowiada echo. Z gĹ‚owÄ… odchylonÄ… do tyĹ‚u, z oczyma zamkniÄ™tymi, gĹ‚oĹ›no Ĺ›piewam kaĹĽda kolÄ™dÄ™, na jakÄ… starczy mi odwagi, ĹĽeby ja zaĹ›piewać.

Podobno BĂłg ktĂłrejĹ› rozgwieĹĽdĹĽonej nocy zesĹ‚aĹ‚ Dziecko, po to, by Ĺ›wiat poznaĹ‚ nadziejÄ™ i radość. Nie jestem pewien, czy caĹ‚kowicie w to wierzÄ™ albo czy wierzÄ™ w caĹ‚y bagaĹĽ, jaki przez dwa tysiÄ…ce lat narĂłsĹ‚ wokół tej historii. Ale jestem pewien, ĹĽe wierzÄ™ w Hong Duca, ten jednoosobowy chĂłr, woĹ‚ajÄ…cy: "NIE DASZ - POĹ»AĹUJESZ!" od drzwi do drzwi. Ale wiem, ĹĽe dziÄ™ki kaprysowi psotnego losu przyłączyĹ‚em siÄ™ do chĂłru, ktĂłry Ĺ›piewa z radoĹ›ci i nadziei, i ĹĽe dziÄ™ki maĹ‚emu chĹ‚opcu ulegĹ‚em magii BoĹĽego Narodzenia.
Zgłoś jeśli naruszono regulamin