Stella Bagwell - Magiczny blask opali.pdf

(658 KB) Pobierz
Stella Bagwell
Magiczny
blask opali
Bratnie Dusze 03
ROZDZIAŁ PIERWSZY
Claudia Westfield podeszła do samochodu, niosąc pod pachą plik
papierów i książek. Było wprawdzie dopiero pół do siódmej, ale
chciała być dziś w szkole trochę wcześniej. Od tygodnia trwały już
egzaminy i jak zwykłe było z tym mnóstwo pracy. Usiadła za
kierownicą, uruchomiła silnik i nagle zakręciło jej się w głowie.
Przestraszona zamknęła oczy i oparła głowę na zagłówku, mając
nadzieję,
że
to tylko chwilowa niedyspozycja. Gdy po paru sekundach
otworzyła oczy, za szybą ujrzała twarz mężczyzny. Przerażona
rozejrzała się dokoła. Trawnik przed domem, podjazd... wszystko
wyglądało normalnie. Twarz nieznajomego nie zniknęła. Przyjrzała mu
się baczniej. Miał ciemne, pofalowane włosy, błękitne oczy, które
intensywnie się w nią wpatrywały i zmysłowy uśmiech, odsłaniający
białe, równe zęby.
- Nie, to niemożliwe - powiedziała do siebie Claudia. - To mi się
tylko zdaje. To na pewno z przemęczenia.
Ponownie zamknęła oczy, a gdy je znowu otworzyła, mężczyzny
za szybą już nie było. Odetchnęła z ulgą, wrzuciła wsteczny bieg i
wyjechała na zatłoczoną ulicę. Po chwili jednak ogarnęło ją
przerażenie.
- Dostajesz
świra!
Najzwyczajniej w
świecie
wariujesz -
powiedziała do siebie.
Najbliższe godziny sprawiły jednak,
że
zapomniała o tym
a
c
s
lo
a
d
n
s
u
pona
zdarzeniu. Tak jej się przynajmniej zdawało. W porze lunchu spotkała
w szkolnej stołówce Liz, nauczycielkę z równoległej klasy. Od dwóch
lat, czyli odkąd się poznały,
łączyła
je prawdziwa przyjaźń.
- Co się z tobą dzieje? - spytała Liz, patrząc z niepokojem na
Claudię.
- Dlaczego pytasz?
- Wyglądasz jak narzeczona Frankensteina.
- A co,
źle
się umalowałam i widać szwy na twarzy?
- Nie, tylko jesteś strasznie blada.
- Claudia starała się
żartem
rozwiać niepokój przyjaciółki.
- Dziwisz się? To wszystko przez te egzaminy.
- Zbyt dobrze cię znam i wiem,
że
praca tak cię nie wykańcza.
Swoją drogą zawsze cię z tego powodu podziwiałam. Ja dosłownie
padam z nóg. A gdy jeszcze przychodzi do mnie taki wiecznie
nieprzygotowany leń i prosi o przesunięcie terminu zaliczenia,
najchętniej wyrzuciłabym go za drzwi. Ty zawsze miałaś miękkie serce
dla tych dzieciaków. Zbyt miękkie.
Usiadły przy stoliku i zabrały się do jedzenia. Claudia jednak
nagle straciła apetyt i tylko machinalnie dłubała w kawałku kurczaka.
- Wiesz, chyba zaczynam wariować. Dziś rano przydarzyło mi się
coś dziwnego - powiedziała niespodzianie.
- Wszystkich nas to czeka - próbowała
żartować
Liz.
- Mówię poważnie. Dziś rano miałam przywidzenie- ciągnęła
ściszonym
głosem Claudia. - Powinnam chyba pójść do lekarza.
- Ale co się właściwie stało?
a
c
s
lo
a
d
n
s
u
pona
- Miałam wizję. Widziałam faceta.
- Byłoby raczej dziwne, gdybyś nie miewała takich fantazji -
roześmiała się Liz.
- Nie mówię o fantazjach erotycznych. - Claudia nie kryła
zniecierpliwienia. - Mówię o jasnym i wyraźnym obrazie, który wyłonił
się... tak znikąd. Zakręciło mi się w głowie, po czym zobaczyłam twarz
mężczyzny. - Claudia poczuła,
że
znów ogarnia ją dziwny niepokój.
- Sama powiedziałaś,
że
zakręciło ci się w głowie, a więc musiała
być jakaś fizyczna przyczyna. Podejrzewam,
że
to reakcja na stres. A
może twoje ciało próbuje w ten sposób dać ci sygnał,
że
potrzebujesz
faceta? - Liz przyjrzała się Claudii uważnie. - Znasz go?
- Nie.
- Hm, to dziwne. Był miły?
Claudia mechanicznie wzięła do ust kawałek kurczaka. Nie
chciała myśleć ani o tym przystojnym mężczyźnie, ani o samym
zdarzeniu. Wszystko to było zbyt dziwne i zbyt niepokojące.
- Jak to czy „był miły"? Nie zwariowałam jeszcze na tyle,
żeby
rozmawiać ze swoimi przywidzeniami!
- Chodziło mi o to, czy wizja była przyjemna, czy wręcz
odwrotnie, przerażająca?
- Byłam tak zdumiona,
że
nie mogłam nawet myśleć. Ale ten
facet... - Claudia zawahała się - sprawiał raczej miłe wrażenie. Na
pewno nie był zły. - Potrząsnęła głową z niedowierzaniem. - Co ja
mówię! Przecież jestem nauczycielką, uczę innych racjonalnego
myślenia, a plotę takie bzdury! Koniczyna jest zielona, gdyż zawiera
a
c
s
lo
a
d
n
s
u
pona
chlorofil, a nie dlatego,
że
tak ją pomalowały elfy! Podobnie i te moje
przywidzenia muszą mieć jakieś racjonalne wyjaśnienie.
Liz roześmiała się. Niezwykły był ten nagły przypływ zdrowego
rozsądku.
- To wcale nie jest zabawne - stwierdziła Claudia poirytowana.
- Toteż nie mam zamiaru się z ciebie nabijać. Tak naprawdę
trochę się o ciebie martwię.
- Martwisz się?! - wybuchła Claudia. - Nie chcę,
żebyś
się o mnie
martwiła ani mi współczuła. Oczekuję,
że
pomożesz mi znaleźć jakieś
wyjaśnienie tego zdarzenia.
empirycznie.
- Posłuchaj, Claudio. Są rzeczy, których nie da się wyjaśnić
- Ja jednak nadal będę poszukiwać racjonalnego wyjaśnienia
moich wizji, choćbym miała je znaleźć w gabinecie lekarskim.
Tydzień później Claudia opuściła gabinet lekarski, nie
usłyszawszy
żadnego
konkretnego wyjaśnienia całej serii przywidzeń.
Według lekarza fizycznie nic jej nie dolegało. Może była trochę
przemęczona, wskazany byłby więc wyjazd i odpoczynek.
- A gdyby przywidzenia nie ustąpiły, zawsze może pani przecież
pójść do psychiatry.
Do psychiatry? Czyżbym była aż tak rozchwiana emocjonalnie?
Absurd, zapewniła się w duchu. Jestem przecież normalną, zdrową
psychicznie kobietą. Tyle tylko,
że
co jakiś czas mam wizje, w których
ukazuje mi się twarz mężczyzny, próbowała przekonać samą siebie.
a
c
s
lo
a
d
n
s
u
pona
Zgłoś jeśli naruszono regulamin